Kiedy sprzedaż jest sabotażem?

Na czele ekstraklasy znajduje się Górnik Zabrze, a Korona Kielce jest trzecia. Ale już nikt nie ośmieli się stwierdzić, że dużo w tym przypadków, w tym wywołanych nawalankami zwyczajowych tuzów ekstraklasy, czyli Legii Warszawa i Lecha Poznań.

Roosevelta
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Jeszcze trochę ligowego - tegorocznego, ekstraklasowego - grania przed nami, a już zaczynają się wstępne rozmowy o tym, kto, dokąd, za ile i... po co? Albo to sygnał z wolna zaczynającego się w piłce nożnej sezonu ogórkowego, albo też znak, że transferowa gorączka istotnie się zbliża. I u tych, którym dotychczasowe wyniki są nie w smak, i u tych, którzy wyniki mają dobre nadspodziewanie, co zwiastuje naturalne ryzyko podchodów ze strony silniejszych klubów.
Na początku sezonu zwyczajowo typuje się kandydatów do walki o mistrzostwo i tych, którzy bardziej powinni się obawiać utraty statusu drużyny ekstraklasowej. Wśród tych drugich niejeden usytuował Górnika Zabrze, bo beniaminek, bo psim swędem awansował do ekstraklasy, bo drużyna odległa - chociażby pod względem doświadczenia - od standardów, które należy spełniać na najwyższym poziomie rozgrywkowym. Wskazywano też Koronę Kielce, bo „rozpierducha” w klubie, bo atmosfera jak w ponurą noc, bo nowy właściciel nie wiadomo skąd, a już na pewno piąta kolumna...
Polskim obyczajem mamy właśnie przeciwieństwo owych mniej czy bardziej „fachowych” oczekiwań, co w równej mierze rzuca kolejne światło na nieprzewidywalność polskiej ligi, jak i na „fachowość fachowców”. W związku z tym Górnik jest pierwszy, a Korona trzecia i już nikt nawet nie ośmieli się stwierdzić, że dużo w tym przypadków, w tym wywołanych nawalankami zwyczajowych tuzów ekstraklasy, czyli Legii i Lecha. Zawsze przecież można zadać pytanie: a kto kazał im nawalać i czy wpierw nie powinny były zrobić porządków u siebie, zanim zaczną domagać się porządków - na swoją modłę - w rozgrywkach.
Nawet jeśli Górnik i Korona skorzystały na tych nawalankach, to nie ma nikogo, kto by zaprzeczył, że główną w tym rolę odegrał nie przypadek, lecz wyrastający ponad przeciętność sposób gry tych drużyn, wsparty o wyrastających ponad ligową przeciętność piłkarzy. W odniesieniu do Górnika zaowocowało to również powołaniami do kadry; w odniesieniu do Korony już nie, ale też akurat polskich piłkarzy tam niewielu. Co trudno uznać za winę klubu, skoro - jak rzekło się wyżej - kilka miesięcy temu szła za nim opinia, że za chwilę się rozpadnie i - jak mawiał pewien klasyk - nie będzie już niczego.
Dzisiaj więc, z najbardziej naturalnych przyczyn, właśnie piłkarze Górnika i Korony są w największym stopniu na celowniku innych klubów, niekoniecznie polskich. I dlatego władze z Roosevelta i Ściegiennego mają (mogą mieć) zgryz. Czy dążyć wszelkimi środkami do utrzymania kadr i osiągnięcia coraz bardziej realnych sportowych celów (podium mistrzostw Polski, Puchar Polski), czy też zarobić tu i teraz, załatać największe dziury w budżecie, lecz zarazem pozbawić się szans na kolejny eksponat w klubowej gablocie? A jeśli - mimo zachowania całej kadry - któregoś z celów nie da się zrealizować, to czy nie zajdą okoliczności, które sprawią, że już nie będzie tylu chętnych na zawodników, za satysfakcjonujące kwoty? Z drugiej strony - może bez względu na sukces czy jego brak - ich wartość i tak wzrośnie jeszcze bardziej?
Dla kibica wybór jest oczywisty: trzeba robić wszystko, żeby klub odzyskiwał (Górnik) lub zyskiwał (Korona) blask. Działacze, a także zawodnicy i trenerzy, muszą z takimi dylematami jednak otwarcie się zmierzyć i sobie samym odpowiedzieć na pytanie, jak w takiej sytuacji postąpić i co w najbliższej i odleglejszej perspektywie będzie dlań lepsze.
Rozwiązując (hipotetycznie oczywiście) ten dylemat, trzeba być po stronie kibica; zwłaszcza Górnika, zwłaszcza Korony. I czysto biznesowej logiki. Działanie krótkodystansowe bowiem - a zatem: sprzedajemy już, zaraz, gdyż okazja może się później nie powtórzyć - jest swoistym sabotażem i sugeruje, że taka polityka (trwania, przetrwania, byle do jutra) stanie się regułą i standardem, i która w swoich założeniach właściwie nie przewiduje, że interesuje nas coś więcej. Podchodząc do sprawy od strony psychologii, lepiej założyć, że interesują nas najwyższe cele niż średniactwo i nijakość. To drugie to w samej swej istocie - i w dłuższej perspektywie - destrukcja.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~echodniaUżytkownik anonimowy
~echodnia :
No photo~echodniaUżytkownik anonimowy
Trafne spostrzeżenia. Dla mnie, jako kibica KSG ważniejsze jest aby zespół grał o najważniejsze trofea - MP, PP. Mam nadzieję że zawodnicy podejdą do tego w ten sam sposób. Trener Brosz podchodzi do tego w ten sam sposób...
11 gru 17 06:43 | ocena:100%
Liczba głosów:4
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
~HAnyseKSG
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
do ~Kibic:
No photo~KibicUżytkownik anonimowy
9 gru 17 13:12 użytkownik ~Kibic napisał
Comment removed due to violation of forum rules.
Wy lwowskie p(i)astuchy też macie swoje komunistyczne święto 18. 06.
Wracaj więc "chwaście" na Okrzei do swoich czerwonych milicyjnych przyjacieli.
15 gru 17 03:41 | ocena:100%
Liczba głosów:4
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii