Królowa znów bogatsza

Stadion Slaski
 fot. Lukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Wszedłem na stronę Śląskiego Związku Lekkiej Atletyki, by dowiedzieć się, w ilu klubach województwa prowadzi się działalność szkoleniową - „na dworze królowej” oczywiście. Doliczyłem się ich 44, przy czym na liście są potentaci, jak AZS AWF Katowice z wieloma reprezentantami Polski, i niewielkie organizmy, również LZS-owskie.

Bezpośrednim impulsem do tego „wejścia” były trzy bardzo świeże informacje dotyczące infrastruktury. Przed kilkoma dniami zaprezentowano Stadion Śląski - niemal już gotowy, acz niemal robi różnicę - jako potężny obiekt, na którym w przyszłości (kwestia certyfikatów i... zdolności dyplomatycznych działaczy na arenie międzynarodowej) będzie można rozgrywać największe imprezy lekkoatletyczne, włącznie z mistrzostwami świata i Europy. A nieco wcześniej otwarto niewielkie, ale w pełni wyposażone stadiony w Gliwicach i Rudzie Śląskiej. Sposobią się do tego również w Tychach. Nie mam wiedzy, czy te obiekty już w pełni będą mogły zaspokajać potrzeby zawodników i oczywiście kandydatów na nich, ale na pierwszy rzut oka poszło to wszystko na bogato. A przecież trzeba pamiętać i o stadionie w Bielsku-Białej, już doskonale sprawdzonym jako miejsce rozgrywania m.in mistrzostw Polski seniorów.
Wszystkie te (mniejsze) obiekty powinny służyć sportowcom wyczynowym, ale można i trzeba sobie wyobrazić, że trafią na nie również mali i więksi uczniowie z podstawówek i gimna..., pardon - liceów, by odbywać zajęcia wychowania fizycznego; i nie tylko po to, by zapoznać się ze specyfiką na przykład skoczni w dal, trójskoku i wzwyż, kręgu do pchnięcia kulą czy prawdziwie profesjonalną bieżnią, ale by tam odbywać zajęcia. Z tego z kolei w przyszłości powinny czerpać kluby, no bo jak łatwiej, z uniknięciem „chybił-trafił”, organizować nabór do sekcji, które na dodatek potencjalnie będą miały świetne warunki do treningów i do rozgrywania rozmaitych zawodów wszelkich szczebli: dzieci, młodzików, juniorów... Nie mówiąc już o seniorach.
Z niejakim wstydem przyznaję, że nie znam bliżej warunków, w jakich szkoli się w owych 44 klubach Śląskiego ZLA następców naszych dzisiejszych, wielkich gwiazd, zakładam więc z góry, że dostępność obiektów z prawdziwego zdarzenia - takich, gdzie nie tylko można trenować, ale i po wysiłku... umyć się i zregenerować - nie jest chlebem powszednim. Czy nie dlatego z wielkich dzisiaj śląskich sportowców, tu urodzonych i sportowo ukształtowanych, kojarzą mi się tylko Justyna Święty z Raciborza i Ewa Swoboda z Żor. Pominąłem kogoś? Chyba nie. Ta skromna dwójka biegaczek na krótkich dystansach pokazuje skalę tego, co... nie zostało zrobione w przeszłości, a co można i trzeba zrobić, by w przyszłości cieszyć się z potencjału śląskiej „lekkiej”.
Masowy import, jakiego dokonuje w środowisku lekkoatletycznym katowicka Akademia Wychowania Fizycznego, jest oczywiście godzien pochwały, bo też czyni to w zgodzie z najwyższymi standardami, ale też zakładam w ciemno, że i rektor, profesor Adam Zając, i niezastąpiony dyrektor AZS AWF, Krzysztof Nowak, bardzo by się cieszyli, gdyby mogli ułatwiać sportowe życie i naukę na uczelni większej liczbie lekkoatletów urodzonych na (szeroko rozumianej) śląskiej ziemi. Owe stadiony w Rudzie Śląskiej i Gliwicach w symboliczny sposób mogą dowodzić, że przynajmniej na infrastrukturę trudno kiedyś będzie „zwalić winę” za małą podaż doskonałych lekkoatletów.
A Stadion Śląski? Jakby powiedział Tomasz Hajto - to truskawka na torcie. Bo na tym obiekcie teoretycznie powinni się pojawiać wszyscy ci, którzy nie tylko w polskiej, ale i światowej lekkiej atletyce znaczą najwięcej; ci, którzy zarazem mogą stanowić dla dzieci i młodzieży taką na wyciągnięcie ręki zachętę, by kiedyś również spróbować sięgnąć szczytów.
Cóż, droga wiedzie m.in. przez Gliwice, Rudę Śląską; i przez każdy inny obiekt traktowany jako niezbędny element krajobrazu dworu królowej sportu. Ładnieje nam ten krajobraz.

Z tej samej kategorii