Jak nadać sens... GieKSie?

Na Bukowej ostatnio zaczęło przybywać optymizmu. Nie żeby wylewał się on drzwiami i oknami; jest raczej taki wyciszony, przyczajony, ostrożny. No ale też, kroczek po kroczku, zyskiwał on swoje uzasadnienie. Kto wie, może tam nawet żałują, że jesienne granie się zakończyło.

GKS Katowice Miedź Legnica
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Patrząc na rewanżowy mecz w Pucharze Polski, pomiędzy Górnikiem Zabrze a Chojniczanką, miało się wrażenie, że gospodarze tylko na chwilę uruchomili charakterystyczny dla nich tegorocznej jesieni walec, w ciągu 22 minut przejechali się po rywalach, no i wystarczyło. Powie ktoś, że w końcu tak powinno być, jeśli lider ekstraklasy gra z zespołem I-ligowym; nawet jeśli ów zespół jest liderem w tej klasie rozgrywkowej. Swoją drogą, wystarczyło kilka miesięcy, by Górnik był w innej bajce. Sportowej i psychologicznej, co zresztą na wszelkie sposoby usiłujemy na naszych łamach poruszać, rozpatrywać, rozkładać na czynniki pierwsze, bez pretensji zresztą do gruntownego zgłębienia tematu. Chyba się po prostu nie da...
W pewnym momencie rzeczonego spotkania kibice zgromadzeni na stadionie przy Roosevelta „grzecznościowym” obyczajem przywołali zaprzyjaźniony z „górnikami” GKS Katowice. Ten, który lata temu przemieścił się w pozaekstraklasową otchłań i który nijak, mimo rozmaitych prób i możliwości, nie jest w stanie przywrócić status quo ante. A tak blisko był w ubiegłym sezonie, kiedy to przeputał w bezprzykładny sposób swoją szansę, na czym zresztą skorzystał i Górnik, i jeszcze Sandecja Nowy Sącz. No więc pewnie ci, co chodzili ostatnio na Bukową, i ci, którzy w przypływie rozczarowania tego zaprzestali, a nade wszystko ci, którzy wzięli na siebie odpowiedzialność za klub w roli prezesów, dyrektorów, trenerów, wciąż zastanawiają się, jakie to cuda sprawiły, że Górnik jeszcze wtedy - w I lidze – tak potrafił się pozbierać, a ich GieKSa – by uciec się do literackiej (Wańkowiczowskiej) poetyki wciąż znajduje się „Na tropach Smętka”.
Gdyby porównać oba te kluby, to nie bez kłopotów znalazłoby się dziesięć różnic. Oprócz tych historycznych rzecz jasna, bo to w istocie inna bajka, a najlepszym na to dowodem chociażby wspomnienia zawarte w niniejszym numerze „Sportu” o dawnych przewagach Górnika; i ileż to lat one sobie liczą. No i jeszcze stadion. W Zabrzu niedokończony, ale z oczywistych względów robiący wrażenie. W Katowicach? Wiadomo - na deskach... planistów. Ale już cała reszta? I tu, i tu miejskie władze zapewniają stabilność, spokój, można się domyślać, że i względny dobrobyt. I tu, i tu głośno były i są jasno deklarowane cele. Wysokie.
Górnik po swojemu je realizuje, a GKS wciąż się rozbija... Właściwie nie wiadomo, o co. Bo i na piłkarzy nie szczędzono pieniędzy, i na trenerów, a wszyscy z nich teoretycznie z papierami na ekstraklasę. Zdaje się, że i psychologowie znaleźli fuchę dla siebie. No dobra, powiemy, taka uroda sportu, że nic w nim nie da się zaplanować i zrealizować od A do Z (za dużo zmiennych), jakaś reguła wynikowa powinna jednak obowiązywać. A tu co? A tu nic... Co poskutkowało m.in. rezygnacją prezesa Wojciecha Cygana – pierwszą nieprzyjętą, a potem drugą - przyjętą.
Pewnie wszakże nie byłoby tego tekstu, gdyby nie to, że na Bukowej ostatnio zaczęło przybywać optymizmu. Nie żeby wylewał się on drzwiami i oknami; jest raczej taki wyciszony, przyczajony, ostrożny. No ale też, kroczek po kroczku, zyskiwał on swoje uzasadnienie. Kto wie, może tam nawet żałują, że jesienne granie się zakończyło i że pozostało tylko jeszcze popatrzeć, jak Chojniczanka, która wyprzedza GieKSę w tabeli I ligi o 7 punktów, odpada w ćwierćfinale Pucharu Polski. No i na chłodno przeanalizować, czy tę Chojniczankę, mimo straty, da się jeszcze połknąć na mecie rozgrywek - jak poprzednim sezonie zrobił to Górnik.
W Zabrzu pewnie rady – jak to zrobić - nie udzielą. Nie dlatego, że nie chcą, tylko dlatego, że w takich sytuacjach mądrych zasadniczo nie ma. Mogą co najwyżej wskazać kibiców katowickiego klubu jako tych, których rola może być nie do przecenienia we wzmocnieniu wiosną GieKSy. Oczywiście, główną robotę mają do wykonania Piotr Mandrysz i jego drużyna, ale z dotychczasową frekwencją, z obrażaniem się, a co najgorsze – z obojętnością wobec gry i wyników, kosztowna zabawa w piłkę nożną – taką piłkę nożną – na dłuższą metę nie będzie miała w Katowicach sensu.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
~HAnyseKSG
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
do ~Kibic :
No photo~Kibic Użytkownik anonimowy
3 gru 17 09:52 użytkownik ~Kibic napisał
HA HA HA HA HA HA
Bydziesz sie tak smioł w maju jak GieKSie sie udo awansować a wy p(i)astuchy spadniecie ? HA HA HA HA HA.
3 gru 17 12:01 | ocena:87%
Liczba głosów:15
87%
13%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~Kibic Użytkownik anonimowy
~Kibic :
No photo~Kibic Użytkownik anonimowy
HA HA HA HA HA HA
3 gru 17 09:52 | ocena:94%
Liczba głosów:16
6%
94%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii