Nie ma biznesu bez Fornalika

Waldemar Fornalik
 fot. Tomasz Folta  /  źródło: Pressfocus

Gdyby na miejscu trenera Ruchu Chorzów był ktokolwiek inny, już dawno byłby poleciał. I obojętne, czy w takiej decyzji byłaby odrobina racjonalności czy odrobina szaleństwa. Po prostu: nie ma wyników, nie ma trenera. Z Waldemarem Fornalikiem jest jednak zupełnie inaczej.

 

Aż prosi się, by znowu pochylić się nad Ruchem Chorzów. Spadek na ostatnią pozycję w tabeli zbiegł się z informacjami o przedłużeniu kontraktu z Waldemarem Fornalikiem i o spłacie części długów. Daty i terminy wiszą jednak nad zarządzającymi klubem jak miecz Damoklesa i właściwie nie wiadomo, czy znowu nie będzie musiała wejść w grę... dobra wola wierzycieli, którzy przymkną oko, sprolongują czas, byle tylko najbardziej znanej firmie Chorzowa nie zrobić krzywdy. Bo też ta krzywda może mieć wymiar ostateczny i nieodwołalny. Choć oczywiście znajdą się tacy, którzy powiedzą, że skoro podmiot gospodarczy, a takim jest przecież Ruch, sobie nie radzi, niech więc zwija żagle. Na sentymenty w dzisiejszych czasach miejsca przecież nie ma.
Jest jeden niepokojący w tych pozytywnych w sumie informacjach element. Ten mianowicie, że dane przedstawione w raporcie to „między innymi wynik finalizacji transferów oraz efekt realizacji planu naprawy finansów”. To pierwsze jest konkretem: sprzedany został Mariusz Stępiński do FC Nantes i młody bramkarz Kamil Grabara do Liverpoolu. Może kogoś z wytransferowanych w minionych kilku miesiącach pominąłem, choć nie w tym rzecz. Jest to bowiem w gruncie rzeczy kierunek dla klubu sportowego dość rozpaczliwy, na swój sposób jednostronny, sygnalizujący zarazem, że w bliższej i dalszej przyszłości zasypywanie finansowej dziury może się odbywać w ten sam sposób. Problem w tym, że kiedyś osiągnie się tę granicę, za którą pozostaną w klubie zawodnicy, których nikt nie chce i którzy swojego sportowego poziomu z najróżniejszych przyczyn - skala talentu, wiek, głowa - już nie podniosą. Z takimi drużyna nie sięgnie gwiazd, znacznie prędzej dna. To taka oczywista oczywistość, że klub to nie fabryka gwoździ, w której wystarczy zmienić maszyny, podnieść ich jakość i liczbę, by skutecznie ruszyć na zdobywanie rynków. Liczba elementów składających się na sukces jest w klubie znacznie większa, a na dodatek wiele z nich to elementy nieprzewidywalne.
Pora na powrót do osoby Waldemara Fornalika. Co tu dużo mówić - gdyby na jego miejscu był ktokolwiek inny, już dawno byłby poleciał. I obojętne, czy w takiej decyzji byłaby odrobina racjonalności czy odrobina szaleństwa. Po prostu: nie ma wyników, nie ma trenera, a że tak było, jest i będzie akurat w sportowej gazecie nikogo nie trzeba przekonywać.
W Chorzowie postąpiono inaczej i tak sobie zatem myślę, że podpisanie nowego kontraktu jest zabiegiem co najmniej sprytnym, w podtekście zarówno psychologicznym, jak i ekonomicznym. Po pierwsze, jest sygnałem dla innych klubów, że jeśli by go chciały u siebie zatrudnić, to będą musiały Ruchowi zapłacić, zapewne sporo. Po drugie, jest sygnałem dla zawodników, że - ewentualnie - nie mogą grać przeciwko trenerowi, bo w pierwszej kolejności to ich głowy polecą, a nie ich opiekuna. Po trzecie, jest to ochrona przed koniecznością - również ewentualną - płacenia dwóm trenerom, czyli byłemu i nowo zatrudnionemu. Po czwarte, praca Fornalika dała już sporo Ruchowi zarobić; mało komu ze szkoleniowców pracujących w ekstraklasie udało się wykreować tyle gwiazd (gwiazdeczek) spośród młodzieży i mało komu udało się tylu piłkarzy wydobyć z zapaści czy wręcz niebytu, a następnie... z dużym zyskiem sprzedać. Wystarczy odwołać się do wspomnianego Stępińskiego - wyraźnie zagubionego po powrocie z Norymbergi i pobycie w Wiśle Kraków - czy też Jarosława Niezgody, który właśnie wyrasta na... jeden najbardziej łakomych kąsków na polskim rynku transferowym. Tyle że akurat Niezgoda jest na wypożyczeniu z Legii, podobno z małymi szansami na pierwokup. Coraz mniejszymi.
W Ruchu zapewne są świadomi, że ten biznes bez Fornalika kręciłby się znacznie słabiej albo wręcz nie kręciłby się już wcale, przynajmniej na poziomie ekstraklasowym. Ale czas się kurczy nieubłaganie, co dotyczy również samych rozgrywek ligowych. Dlatego wszystkie dobre wieści, o których wyżej, są dobre tylko częściowo. Zwłaszcza jak się patrzy z perspektywy ostatniego miejsca w tabeli.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~booniekUżytkownik anonimowy
~booniek :
No photo~booniekUżytkownik anonimowy
Dobrych zawodników tworzą trenerzy, dając im szanse, zaufanie i pozwalając myśleć na boisku(nie pokrzykiwać wiecznie i sterować z linii) , korygując spokojnie błędy i budując ich pewność siebie. I tu trener Fornalik robi dobrą robotę i zawsze będzie miał dobrych zawodników, bo jest w tym najlepszy w kraju?
20 lis 16 10:16 | ocena:100%
Liczba głosów:6
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii