Paradoks, czyli awans słabych

Legia Warszawa - Dundalk FC
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Za 14 milionów Euro Ligi Mistrzów się nie zawojuje. Tę świadomość ma prezes Legii, Bogusław Leśnodorski.

Bogusław Leśnodorski, prezes Legii, kilka dni temu wyprowadził z błędu tych, którzy zakładali, że jeśli drużyna mistrza Polski awansuje do fazy grupowej Ligi Mistrzów, to w perspektywie kolejnych meczów - z rywalami niewątpliwie z wyższej półki - zostanie bardzo wydatnie wzmocniona; takimi graczami, którzy będą w stanie zagwarantować kolejne zwycięstwa i miliony. Prezes otóż stwierdził, że zdecydowana większość tych pieniędzy nie zostanie przejedzona w ten sposób, lecz przeznaczona na rozbudowę zaplecza klubu, ze szczególnym uwzględnieniem bazy i szkolenia młodzieży.
W ten sposób prezes wylał miód na moje serce. No bo wyobraźmy sobie, że ma do dyspozycji 14 czy tam 18 milionów euro i z takim portfelem wyrusza na transferowe łowy. Kwota niby ładna, ale w Europie raczej wzbudziłaby politowanie. Kupić za nią np. trzech Serbów? Albo dwóch Belgów? I co? Niby oni mieliby wzmocnić Legię do tego stopnia, że mogłaby rzucić rękawicę tuzom większym czy mniejszym? Nie miejmy złudzeń - pieniądze te zostałyby zmarnowane.
Trudno nie było znaleźć potwierdzenia dla tej tezy w trakcie wczorajszego spotkania z Dundalk, drużyną budzącą sympatię, chociażby z powodu sposobu jej zbudowania, a i... miejsc zatrudnienia poszczególnych zawodników. I ta drużyna, w jakiejś mierze amatorska, pokazała Legii, tudzież wszystkim dobrze jej życzącym, że musiałaby wymienić 7-9 graczy, po to, by móc w Europie zaistnieć naprawdę.
Zamiast uzasadnienia niech wystarczy konstatacja, że Irlandczycy prezentowali się jako zespół dojrzalszy, grający piłkę bardziej wyrachowaną, wytrącającą z rytmu i równowagi przeciwnika, a w konsekwencji bardzo groźną. Zarazem było widać, że dla gości to świetna przygoda, którą bardzo się cieszą, a nie bój o życie, ze swej istoty budzący wszelkie możliwe lęki i fobie. Jak w przypadku piłkarzy Legii.
Tło awansu stołecznej drużyny było więc dość przygnębiające, a zapowiedzi, że po 2:0 w Dublinie to musi być wyłącznie formalność, wyglądają z tej perspektywy dość żałośnie. Tak czy owak mamy niezmierny paradoks. Oto bodaj najsłabsza spośród drużyn, które dobijały się w minionych dwóch dekadach do fazy grupowej LM, wreszcie spełniła marzenia kibiców.
Czy te marzenia mogą sięgać czegoś więcej? Doprawdy, trudno je snuć. I po wczorajszym występie, i w ogóle - po tym, co legioniści prezentują od początku sezonu, a co skutkuje awanturami i napiętnowaniem kilku zawodników. Swoją drogą, sytuacja jest co najmniej zagadkowa, a domniemany sabotaż z ich strony, akurat w perspektywie życiowej szansy (także finansowej) wydaje się dziwny, niezrozumiały, albo... oddający zapotrzebowanie na kozłów ofiarnych kiepskiego przygotowania. A czyż kilku z tych, którzy grali wczoraj, nie mogłoby zostać posądzonych o sabotaż?
Wracam do słów Leśnodorskiego. On wie, że za 14, czy nawet kilka milionów euro więcej, drużyny zdolnej zawojować Ligę Mistrzów nie zbuduje. I że lepiej przeznaczyć je na młodzież i infrastrukturę. Trzeba go utwierdzać w przekonaniu, że to najlepszy z możliwych wyborów.

Z tej samej kategorii