Grillowanie Milika

Arkadiusz Milik
 fot. AP Photo/Efrem Lukatsky  /  źródło: East News

Nowy nabytek SSC Napoli zdobył dwie bramki w Lidze Mistrzów. I bardzo się naraził. W Polsce.

 

Arkadiusz Milik z przytupem wskoczył na pierwsze strony włoskich gazet. Wystarczyło, że strzelił w Kijowie dwie bramki w meczu Napoli z Dynamem - na wagę trzech punktów. W zanadrzu miał jeszcze dwie bramki zdobyte w lidze przeciwko Milanowi, co sprawiło, że zaczynają w Neapolu – i nie tylko – pisać, że żal za Gonzalo Higuainem niekoniecznie musi być wielki. Ból rozstania tak pięknie przecież łagodzi Polak.
Złośliwcy napiszą, że zachwyty Włochów biorą się stąd, iż... nie oglądali meczu reprezentacji Polski z Kazachstanem, w którym nasz napastnik trafił w słupek i w poprzeczkę, a nie w bramkę. No bo jakby oglądali, to wzięliby sobie na wstrzymanie z pochwałami. I może nawet poszli śladem tego, co działo się w pięknym kraju nad Wisłą. Konkretnie - śladem wyzłośliwiania się, z zastosowaniem tak zwanych memów, w których Milika starano się w mniej czy bardziej finezyjny sposób wdeptać w ziemię („Dlaczego jeszcze nie wyleciał z Kazachstanu? Bo nie był w stanie trafić w bramkę na lotnisku” - ha, ha, ha). Bo jak wiadomo, nasz napastnik z pełną premedytacją w bramkę, tę na boisku, nie trafiał.
A wczoraj, ledwo człowiek przetarł oczy – kilkanaście godzin po tym, jak dał w Kijowie mały koncert – grillowania zawodnika był ciąg dalszy: strzelał, bo mu płacą w Neapolu w euro, a nie w złotówkach; pokazał w ten sposób, że ma w nosie reprezentację; udowodnił nie wprost, że okuliści we Włoszech są lepsi.
Ten specyficzny rodzaj humoru (?) mnożył się obficie. Nie chce się nawet dalej cytować, bo od pewnego czasu inwazja chamstwa i wszelkich przejawów głupoty połączonej z agresją jest u nas na porządku dziennym. Mało tego – jest akceptowana lub kwitowania tolerancyjnymi uśmieszkami, tak zwanych najwyższych czynników nie wyłączając.
Mam nadzieję, że Milik ma do tego stosowny dystans. Albo też się przyzwyczaił, albo ma wystarczająco grubą skórę, która pozwala mu ów hejt ignorować; traktować ze zrozumieniem jako stały element życia osoby publicznej, której działania są oceniane z dnia na dzień, czy też z meczu na mecz.
Wszystko to, co właśnie się dzieje, mniej oczywiście mówi o piłkarzu, a więcej o nas, kibicach, ludziach, naszym postrzeganiu świata i... kompleksach. Widać, ileż radości wielu spośród nas czerpie z takiego dokopywania, zwłaszcza tym, którym się powiodło, a powód jest jakby wtórny. Zdarzyło się źle – huzia na Józia; zdarzyło się dobrze – walimy jeszcze intensywniej.
Tego typu znawcom piłkarskiej techniki i... ludzkich osobowości przypomnę, że Milik ma 22 lata, gra w jednym z czołowych klubów europejskich, w 32 meczach w reprezentacji zdobył 11 bramek, walnie przyczynił się do awansu na finały ME 2016. I trzeba mieć nadzieję, że rozegra - niech trzyma się zdrowo - jeszcze setki (tysiące) meczów, w których zaprezentuje się raz lepiej, raz gorzej.
A całe polskie środowisko piłkarskie, w tym kibicowskie, powinno co tydzień dawać na mszę w intencji pojawiania się na naszych boiskach kolejnych Milików.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~StatystykUżytkownik anonimowy
~Statystyk :
No photo~StatystykUżytkownik anonimowy
Panie redaktorze, to nie złośliwość, to statystyka. Wielki lewy ma podobnie. Zbiera pecha na mecze reprezentacji. Wykorzystuje ten zapas np. w Astanie i potem w Monachium już go nie ma :)
15 wrz 16 17:39 | ocena:100%
Liczba głosów:4
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii