Jak pożywić się nadzieją?

Ruch Chorzow - Cracovia Krakow
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Mogło się wydawać, że Cracovia to bardzo dobry rywal dla Ruchu na inaugurację wiosennej części rywalizacji w ekstraklasie.

W pierwszym - rozegranym w sierpniu w Krakowie - spotkaniu tych drużyn był remis. Drużyna Jacka Zielińskiego nie wygrała do wczoraj żadnego wyjazdowego meczu w bieżących rozgrywkach. Żadnego zwycięstwa nie odniosła w nich od 14 października. Zdobyła 21 punktów, zatem gdyby nie karny debet chorzowian w postaci czterech punktów, dzieliłby te drużyny w tabeli raptem punkt. Wreszcie - zajmowała 14. miejsce w tabeli, raptem dwa wyżej od Ruchu.
Słowem, pozornie rywal na inaugurację dobry, bo równie niepewny swego i prawie równie przestraszony konsekwencjami ewentualnej straty punktów. A jeszcze pod przemożnym ciśnieniem, by wydostać się z niskiego miejsca i nie ograniczyć swoich szans na miejsce w pierwszej ósemce po 30 kolejkach.
Tyle teorii. A praktyka w wydaniu piłkarzy Ruchu? Niestety, w dużej mierze jesienna, co odnosi się zwłaszcza do gry w defensywie, choć i ofensywa była wczoraj mizerna, pozbawiona jakiejkolwiek siły rażenia. Gdyby nie strzał Patryka Lipskiego obroniony przez Grzegorza Sandomierskiego, nie bylibyśmy w stanie wymienić żadnego groźniejszego zdarzenia pod bramką gości. Zmiana Jarosława Niezgody na Eduarda Visnakovsa (na zdjęciu) na swój sposób wiele powiedziała o skali bezsilności chorzowian; nic zresztą nie wniosła.
Wracajmy jednak do defensywy, czy - ujmując rzecz szerzej - do gry defensywnej całego zespołu „Niebieskich”. Niepewność w wielu zagraniach, nieporozumienia (czyż Cracovia nie mogła zdobyć gola już po kilkunastu sekundach gry?), a ponadto jakby brak determinacji w jej poczynaniach - to wszystko dało taki efekt, jaki widać po wyniku. I jaki widać po liczbie straconych goli w całych rozgrywkach: Ruch ma ich już 38, co stawia chorzowian na równi z Koroną; tylko że zespół z Kielc, biorąc stan po 20 kolejkach, jest na miejscu 9., tuż poniżej kreski dzielącej tabelę na połowę.
Pytanie: co powinni zrobić na Cichej? Odpowiedzi, jakie się nasuwają, są z gatunku bajkowych, nierealistycznych, a w gruncie rzeczy... rozpaczliwych. Najlepiej kupić co najmniej dwóch-trzech zawodników, którzy byliby w stanie podnieść jakość zespołu. Teoretycznie - przynajmniej chwilowo - zakaz transferowy dla Ruchu jest zawieszony; może zostanie przywrócony 14 lutego, a może nie. Tylko że, po pierwsze, piłkarski rynek jest przetrzebiony. A po drugie (po trzecie, po czwarte itd.) w klubie nie ma pieniędzy na takie fajerwerki. No, chyba że czegoś nie wiemy.
Pole manewru jest więc znikome lub żadne. Pozostaje żywić się nadzieją. Na co? Ba! Może na upływ czasu, który sprawi, że kolejne treningi dadzą chorzowskiemu zespołowi więcej sprawności i pewności (?), a może na słabszą dyspozycję kolejnych rywali, w tym ze znacznie wyższych miejsc niż Cracovia (następnym jest Legia). Na co więcej? Cóż, nadzieja umiera ostatnia...

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~FAN Użytkownik anonimowy
~FAN :
No photo~FAN Użytkownik anonimowy
Uważam, że w Chorzowie już szukają nowych piłkarzy, znowu umowy będą lipne, ale może się UDA... na dzisiaj jakość piłkarska Ruchu jest w połowie stawki... pierwszej ligi...
11 lut 13:02 | ocena:100%
Liczba głosów:2
0%
100%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii