Pan profesor nie zasłużył na strach

Janusz Filipiak
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Cracovia to dziwny klub. Dlaczego dziwny? Ano dlatego, że stabilny organizacyjnie i finansowo, niepozbawiony dobrych lub bardzo dobrych graczy, z silnym i hojnym prezesem niekryjącym ambicji zawojowania polskiej ligi, z wiernymi i relatywnie licznymi kibicami. Z czego... niewiele wynika. Profesor Janusz Filipiak, prezes klubu, ma powody, by się zżymać.

Mając za sąsiada w gazecie i na stronie internetowej Ryszarda Niemca, krakusa od lat niepamiętnych, a zarazem szefa Małopolskiego Związku Piłki Nożnej, na krakowski grunt piłkarski wkraczam z pewną taką nieśmiałością i świadomością, że zaraz stanę pod merytorycznym, metodologicznym i emocjonalnym ostrzałem, z którego mogę nie wyjść cało. Zapyta Rysiek: a czego ty się Cracovii czepiasz, jak twoja noga dawno na Cracovii nie postała, z prezesem Filipiakiem zdania nie zamieniłeś, herbaty nie wypiłeś, a wiesz tyle, ile przeczytasz; albo tyle, ile ktoś ci coś podpowie.
„A juści” - mógłbym odpowiedzieć którymkolwiek z Reymontowskich bohaterów (patrz „Chłopi”), ale ponieważ czas mamy świąteczny, bogobojny i teoretycznie sprzyjający łagodności, zakładam, że ewentualny polemiczny wymiar kary będzie na tę akurat miarę.
Z tych właśnie powodów ośmielam się napisać, że Cracovia to dziwny klub. Dlaczego dziwny? Ano dlatego, że stabilny organizacyjnie i finansowo, niepozbawiony dobrych lub bardzo dobrych graczy, z silnym i hojnym prezesem niekryjącym ambicji zawojowania polskiej ligi, z wiernymi i relatywnie licznymi kibicami. Z czego... niewiele wynika.
Zawsze można przyjąć, że 4. miejsce i prawo rywalizacji w eliminacjach Ligi Europy w ubiegłym sezonie to sukces. No ale umówmy się, że bardzo umiarkowany. Bo to jednak nie podium, a odpadnięcie w I rundzie europejskiej rywalizacji z zespołem, którego nazwy już nawet chyba przy Kałuży nie pamiętają, kojarzyło się raczej z kompromitacją. Z jednej strony nieskrywane ambicje, z drugiej bezlitosny strzał w pysk...
Można też ową stabilną Cracovię skonfrontować na przykład z totalnie niestabilnym Ruchem Chorzów. Ten, borykając się ze wszystkim, z czym tylko w działalności sportowej można się borykać, tylko w ciągu drugiej dekady trzeciego tysiąclecia dwukrotnie zdobył brąz, a raz srebro mistrzostw Polski, grał też w finale Pucharu Polski; a nawet - za kadencji Jana Kociana - dostarczył sporo przyjemnych chwil w kwalifikacjach Ligi Europy.

Z tej samej kategorii