Jak wskrzesić legendę?

Piłka na Śląskim znów górą? Niekoniecznie
 /  fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Stadion Śląski, by odzyskać dawny blask, będzie musiał zrobić bardzo dużo. Samą tradycją i sentymentami się nie wygra, choć oczywiście są one bardzo ważne. Czym zatem? Na pierwszy rzut oka - wszechstronnością. Bo i piłka, i lekkoatletyka, i koncerty...

 

Za kilka dni będziemy wspominać 60-lecie legendarnego zwycięstwa 2:1 nad Związkiem Radzieckim i dwie bramki Gerarda Cieślika. Nie warto dodawać, że był to sukces daleko wykraczający poza sport; to był wymarzony i wytęskniony kuksaniec wymierzony przez stłamszonego pod każdym względem „mniejszego brata” „wielkiemu bratu”; odreagowanie wszelkiego typu poniżeń i narzuconych - akceptowanych tylko z braku jakiejkolwiek alternatywy - wartości społecznych, gospodarczych i kulturowych. Czyli wschodu w jego najgorszej odsłonie.
To właśnie wtedy, 20 października 1957 roku, wzniesione zostały podwaliny pod legendę Stadionu Śląskiego, a kamień węgielny wkopał „Mały Łącznik”. Tę legendę wzmacniały kolejne wydarzenia sportowe, i z udziałem reprezentacji Polski, i Górnika Zabrze, i przedstawicieli innych dyscyplin (żużla, kolarstwa, lekkoatletyki).
Ciekawe jest to, że w tych samych latach funkcjonował w Warszawie Stadion X-lecia (otwarty rok wcześniej niż Śląski, w 1955), lecz miał niesamowite kłopoty z dorośnięciem do pięt obiektowi położonemu w Chorzowie. Właściwie - trudno się w tym dopatrzyć logiki. Reprezentacja piłkarska mogła tam grać, Legia - silna przecież w latach 60. i 70., co pokazywała w europejskich pucharach - też, czasem zdarzały się wielkie imprezy lekkoatletyczne... Ale legendy nigdy nie zdołał zbudować. Udało mu się to później, dopiero wszakże jako obiekt... handlowy, konkretnie - Jarmark Europa.
Wszystkie te, odległe nie da się ukryć, skojarzenia naszły mnie w związku z wczorajszą wizytą Anity Włodarczyk i Piotra Małachowskiego na świeżo oddanym do użytku - po upierdliwie długotrwałym remoncie - Stadionie Śląskim. Oboje wyrazili swój zachwyt, można sądzić, że nie grzecznościowy, a jednocześnie zadowolenie, że wielka lekkoatletyka zyskuje swój prawdziwy dom.
Trzymając się tego, być może warto odwołać się do nadziei i marzeń, że Śląski odbuduje własną legendę. Oczywiście, nie ma szans na to, „żeby było, jak było”. Zaszło zbyt wiele okoliczności i zdarzeń, no a przede wszystkim zbyt wiele lat minęło... Jest piękny Narodowy w Warszawie, nazywany przez środowisko piłkarskie „własnym domem”, jest kilka innych najwyższej klasy obiektów, jest wreszcie na swój sposób odgórnie (UEFA, FIFA) narzucana tendencja, by najważniejsze mecze reprezentacji narodowych odbywały się w stolicach poszczególnych krajów.
Jak więc z tym ma się mierzyć Śląski? Samą tradycją i sentymentami się nie wygra, choć oczywiście są one bardzo ważne. Czym zatem? Na pierwszy rzut oka - wszechstronnością. Bo i piłka, i lekkoatletyka, i koncerty (akustyka na Narodowym w Warszawie jest marna; na Śląskim - jak zapewniają - będzie bardzo dobra). A nade wszystko przydałby się taki swojski Górnik Zabrze z niezapomnianych lat, który swoje pucharowe mecze grał właśnie w Chorzowie i któremu kibicowała cała Polska.
A na razie kibicujmy, by na Śląskim pojawiła się Brazylia. Bo legendę buduje się kroczek po kroczku...

Z tej samej kategorii