Tomasz Hajto: W ogóle nie widzę Nagelsmanna w Bayernie

Mecz Bayernu z Hoffenheim obnażył nie tylko różnicę potencjałów obu zespołów. Bayern już po 11 minutach przegrywał 0:2, ale wyciągnął na 5:2 i pokazał, że u Juppa Heynckesa, także mojego byłego trenera, nie opiera się tylko na wyćwiczonych schematach. Również na fantazji i spontanicznych finezyjnych rozwiązaniach, na które stać tylko takie indywidualności, jakie teraz spotkały się w Monachium.

GKS TYCHY - WIGRY SUWALKI
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Niezależnie więc od tego, co wymyśliłby Julian Nagelsmann, na koniec i tak górę wzięłaby klasa bawarskich zawodników, których Heynckes nie krępuje założeniami, tylko pozwala grać swoją piłkę.


A skoro już o Nagelsmannie mowa – to niezły trener, który potrafi pracować niekonwencjonalnie i z Hoffenheim osiąga przyzwoite wyniki. Czy jednak na tyle przyzwoite, żeby zbierać wyłącznie pochwały i laurki? Przecież na kołowrotku jest dopiero półtora roku i funkcjonuje w klubie, który ma bogatego sponsora, stabilne – a nawet duże w niemieckich warunkach – pieniądze, i możliwość dokonywania dużych transferów. Zatem od Nagelsmanna, podobnie jak i Ralfa Hasenhuettla – skoro dostali posady w poukładanych drużynach i realiach, które wręcz zobowiązują do zajmowania miejsc w czołowej ósemce Bundesligi – trzeba wymagać. Przecież RB Lipsk zaskoczył co prawda wywalczeniem wicemistrzostwa Niemiec tuż po awansie, ale na transfery przed premierowym sezonem wydał 100 milionów euro. Co wcześniej nikomu się nie zdarzyło. Dlatego nie podzielam zachwytów nad tymi oboma szkoleniowcami. To znaczy doceniam robotę, którą wykonali, ale nie jaram się. W mojej ocenie na tytuł kozaka mogliby zasłużyć dopiero wówczas, gdyby z aktualnymi zespołami wygrali ligę. Bo to byłby szok porównywalny do tego, jaki wywołała Borussia Dortmund prowadzona przez Juergena Kloppa, która dysponując kilkukrotnie niższym budżetem od Bayernu przez dwa lata z rzędu potrafiła zdominować Bawarczyków.


Zalecam więc spokojne i chłodnej spojrzenie, dopiero przyszłość pokaże, na co naprawdę stać wspomniany duet. W każdym razie na dziś, i na jutro też, w ogóle nie widzę Nagelsmanna w Bayernie, do którego jest tak chętnie przymierzany przez dziennikarzy. To młody coach, na dorobku, bez doświadczenia w kontaktach z topowymi zawodnikami pokroju Roberta Lewandowskiego, Thomasa Muellera czy Arturo Vidala. Życzę Julianowi dobrze, tak jak wszystkim w tym trudnym fachu, ale przestrzegam, że cudowne dziecko na ławce może skończyć tak samo jak świetnie zapowiadający się zawodnik. Czyli niekoniecznie na topie. Dobry przykład stanowi choćby Andre Schuerrle, który w Leverkusen błysnął na tyle, że szybko trafił do Chelsea, a dziś jest ciężarem w Dortmundzie, skąd chętnie delegowano by go do broniącego się przed spadkiem Stuttgartu...

Z tej samej kategorii