Świeci światełko w lodowym grajdołku

Przemysław Odrobny - jeden z tych, którym nareszcie jest dane cieszyć się z wyników reprezentacji.
 /  fot. Michał Chwieduk  /  źródło: newspix.pl
27-02-2016 | 07:40

Autor: Andrzej Grygierczyk

Atmosfera wokół hokeja wyraźnie się zmieniła. Przynajmniej chwilowo dyscyplina ta z marginesu przesunęła się lekko w kierunku tych rejonów, w których od dłuższego już czasu goszczą siatkówka i piłka ręczna

Polska reprezentacja hokejowa awansowała do finałowej fazy rywalizacji o prawo startu na igrzyskach olimpijskich w 2018 roku. O paszporty do południowokoreańskiego Pyeongchang będzie ciężko, ale przynajmniej jest nadzieja. W drugim w hierarchii europejskim pucharze drużyn klubowych GKS Tychy zajął trzecie miejsce, czym sprawił, że w przyszłym sezonie mistrz Polski zagra w Lidze Mistrzów. Gdyby tak jeszcze reprezentacja wygrała turniej mistrzostw świata Dywizji 1A w Katowicach - już za kilka tygodni w „Spodku” - i awansowała do elity, to...
Oprócz wyrażenia oczywistej radości, trzeba byłoby mimo wszystko zadać sobie pytanie, czy to symptomy odradzania się polskiego hokeja, czy jednak trochę w tym szczęśliwych zbiegów okoliczności, z nieodłącznym udziałem pasji zawodników i taktycznego nosa trenerów kadry i GKS-u?
Patrząc na to, co dzieje się w samym PZHL, śledząc ligowe rozgrywki, wnikając w finansową sytuację poszczególnych klubów, z tym odradzaniem się nie jest chyba tak różowo. Trudno pozbyć się wrażenia, że niemal wszystko organizacyjnie opiera się na barkach i ambicji (często niezdrowej) kilkunastu, może kilkudziesięciu ludzi, w tym również trenerów, oraz setkach zawodników, którzy wybrali sobie żywot hokeisty. A jednocześnie z trudem przychodzi odpowiedzieć precyzyjnie na pytania o zakres, rozległość i jakość szkolenia dzieci i młodzieży, wytyczanie ścieżek ich sportowego awansu, programowanie ich kariery itp. Nieodparcie bowiem kojarzy się to z improwizacją lub łataniem dziur, u czego źródeł leży oczywiście chroniczny brak pieniędzy.