Przydałaby się dobrze zmrożona butelka!

Nadzwyczajne Zgromadzenie Delegatow PZPN
 /  fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus
02-03-2016 | 00:11

Autor: Zbigniew Koźmiński

Rozmawialiśmy w gronie „kombatantów wojen futbolowych” o tym, jak przyjemnie pracuje się teraz w polskiej piłce: gdy nikt nie atakuje, gdy władza - nauczona na własnych błędach i świadoma siły piłkarskiej społeczności - nie nasyła dziwnych ministrów i daje spokojnie rozwijać tę najpopularniejszą dyscyplinę sportu.

Przyszedł jednak zjazd statutowy PZPN... Chyba ktoś za jednak za tamtymi bataliami zatęsknił i stało się: wybuchła wojna domowa - z powodów, które trudno zidentyfikować; o sprawy, które można było uzgodnić przy kawie, przy odrobinie dobrej woli obu stron.


Ale tej dobrej woli nie było. Nie było, bo na czele zwaśnionych obozów stanęli faceci, którzy nie znoszą kompromisów, chcący pokazać swą siłę i przewagę nad oponentem. Merytoryka została na dalszym planie, ważne było „kto kogo”. Strona klubowa z zadziwiającą solidarnością - wyjątkiem było Zagłębie Lubin - cięła „na nie” wszystkie proponowane poprawki do statutu, choć część z nich była ważna dla niej!

 

Brak wielu modyfikacji - jak możliwość zmiany liczby drużyn w ekstraklasie czy dostosowanie modelu polskich organów dyscyplinarnych do wymogów UEFA - komplikuje życie klubom. Patrząc z boku na to, co się działo na sali zjazdowej, zacząłem podejrzewać, że nawet gdyby jedna z poprawek przewidywała po milionie złotych dla każdego klubu, też zostałaby odrzucona. Po prostu nikt nie czytał ich treści, tylko trzymał palec na czerwonym guziku i stawiał weto wszystkiemu i wszystkim.


„Strona rządowa” - czyli szefostwo PZPN-u - też nie uniknęła błędów. Zaczęła od powołania słabo przygotowanej do zadań Komisji Statutowej, a w czasie zjazdu nie wykazała elastyczności w działaniu i chęci kompromisu. A można było - zamiast wymyślać Bogu ducha winnemu Zdziskowi Kręcinie - zmodyfikować jego propozycje i wybrnąć pokojowo z całej sytuacji. Wystarczyło na początku wystąpić z apelem o przegłosowanie poprawek niezbędnych do bieżącej działalności i równocześnie powołać poważną Komisję Statutową do opracowania całościowego projektu nowego statutu, dając jej na to pół roku.

 

Dotychczasowy statut modyfikowany był wiele razy, zmiany zazwyczaj były kompromisem niezbędnym do rozstrzygnięcia i ugaszenia kolejnej wojny futbolowej. Wymyślali je często rządowi prawnicy, nieznający zupełnie piłkarskiej materii. Konieczne jest więc napisanie go od nowa. Tylko kiedy? Być może dopiero gdy opadną emocje, na co się jednak nie zanosi. Wręcz przeciwnie: konflikt zaczyna eskalować i przybierać przedwyborcze kształty. Cieszą się piłkarscy plotkarze: coś się będzie działo, można nieco pomącić...


Rozsądni obserwatorzy, którzy niejedno już przeżyli, widzą jednak w całej sytuacji niepotrzebny, bez żadnej treści, szkodliwy konflikt dwóch silnych osobowości. Udowadniamy w ten sposób, że jesteśmy nieodłączną częścią skłóconego polskiego społeczeństwa, które nie mając tła, na którym się może pokłócić, samo sobie problem wymyśli.


Sprawy sporne rozwikłać może dobry negocjator i równie dobrze zmrożona butelka. A wtedy wrócimy bez przeszkód do hasła „łączy nas piłka”.

 

PS. Panowie, trochę dobrej woli, a piłkarski emeryt tę flaszkę wam postawi...